Małe szkoły – marzenie pani Kluzik-Rostkowskiej


W mojej dzielnicy, w bliskiej odległości od mojego domu jest siedem szkół podstawowych.
Siedem(!) szkół, do których można dojść na piechotę(!) w ciągu maksymalnie 15 minut.
Pierwsza szkoła, do której chodził mój pierworodny znajdowała się tak blisko naszego mieszkanka, że mieliśmy nawet ten sam kod pocztowy.
Było to nie lada udogodnienie, szczególnie że musiałam chodzić po niego z wolno drepczącym dwulatkiem i wózkiem z najmłodszą.
Lekcje zaczynały się – jak w każdej angielskiej szkole, o godzinie dziewiątej, a o 15:30 odbierałam podskakującego z radości czterolatka (tak, tak dobrze przeczytaliście: czterolatka, który całkim dobrze przeżył posłanie go w szkolne mury w tak wcześnie i jako uczeń dziewiątej klasy raczej nie wygląda na straumatyzowanego młodzieńca).

Szkoła ta była ‚wciśniętą’ pomiędzy domki lokalną podstawówką, w której było tylko 8 klas (jedna grupa przedszkolna, zerówka i klasy 1-6), jako że była to tzw. one entry school, czyli taka, w której nie ma klas równorzędnych.
Wszystkie kolejne szkoły miały po dwie klasy róworzędne (two entry school).
W pracy zetknęłam się jeszcze ze szkołami, które miały po trzy klasy równorzędne (baaaardzo rzadko), albo 1½ entry, gdzie np. były dwie klasy trzecie, ale jedna pierwsza (zależało od naboru w danym roku). 

I jest to jedna z rzeczy, które najbardziej lubię w angielskich szkołach (dla porządku dodam, że szkoły średnie są większe, bo ich rejon, czyli tzw. catchment area jest dużo rozleglejszy i jest ich mniej) – małe szkoły.

Przeczytałam niedawno o marzeniu nowej pani Minister Edukacji Narodowej, marzeniu o niewielkich szkołach.

Marzą mi się niewielkie szkoły, zwłaszcza podstawowe, z dużą ilością nauczycieli, którzy są nie tylko uczącymi w trakcie lekcji, ale też prowadzą zajęcia dodatkowe dla dzieci. Ale zapewne zderzę się z rzeczywistością i nie wszystkie te marzenia da się spełnić – mówiła w TOK FM Joanna Kluzik-Rostkowska, nowa minister edukacji narodowej.

Pani Joanno, o marzenia trzeba walczyć! A czasami trzeba je umieć dobrze uargumentować, żeby przekonać też innych, by w pomogli w realizacji.
Podpowiem więc Pani parę zalet niewielkich szkół. Może się przyda :)

1. Zarządzanie

Zarządzanie mniejszą szkołą jest prostsze. I nie chodzi tylko o to, żeby ułatwić życie panu dyrektorowi.
Łatwiej jest zorganizować dodatkowe szkolenia, imprezy, które angażują całą szkołę (co bardzo wzmacnia poczucie wspólnoty) jak np. Dzień Sportu, apele czy szkolny jarmark. Prościej jest też zarządzać sprzętem i wszelkimi pomocami, a także nawiązać współpracę międzyszkolną.
W niewielkiej szkole łatwiej też wprowadzać zmiany i innowacje.

dyrektor szkoły

2. Kadra

W małej szkole dyrektor zna WSZYSTKIE dzieci. Wszystkie, a nie tylko te problematyczne, które ‚dają się poznać’. W angielskiej szkole jest to normą, że dyrektor wita w bramie przychodzące dzieci i ich rodziców lub opiekunów. Ma czas, by wymienić uprzejmości, ma czas by zażartować czy powiedzieć coś miłego do mijających go uczniów (‚Ale masz ładną czapkę’, ‚Co za wspaniały uśmiech gości dziś na twej twarzy’, ‚Cieszę się, że zdjęto ci już gips. Witaj po przerwie’), zamienić dwa słowa z dziadkami, którzy przyjechali z Polski odwiedzić wnuki :), czy podziękować tym, którzy poświęcają swój wolny czas, by pomagać jako wolontariusze, np. w szkolnej bibliotece, czy przy robieniu wystawy z pracami dzieci.
Ale też delikatnie zwrócić uwagę, że … za spóźnienia dzieci odpowiedzialni są rodzice. Li i jedynie.
Albo przypomnieć, że w tej szkole krawat jest obowiązkowym elementem garderoby.
Dyrektor nie jest osobą znaną tylko z apeli czy akademii na początku i końcu roku szkolnego.

wycieczka szkolna

Dotyczy to także nauczycieli, którzy mają szansę lepiej poznać uczniów i dzięki temu wymieniać się niezbędnymi informacjami (np. jak wspierać dziecko, które ma problemy – choć do tego służy w dużej mierze instytucja SENCO czyli koordynatora do spraw dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi).
Ułatwia to też wystawianie świadectw opisowych (jeden nauczyciel wystawia tylko ok. 30 na rok – tyle ilu ma uczniów w swojej klasie).

szkolna uroczystosc plac zabaw

3. Plan zajęć

W małej szkole nie ma systemu zmianowego. Wszystkie dzieci rozpoczynają i kończą lekcje o tej samej porze, co jest niesamowitym ułatwieniem dla rodziców posiadającym więcej niż jedno dziecko. W Anglii co prawda w szkole podstawowej jeden nauczyciel uczy daną klasę wszystkich przedmiotów (nauczyciele co roku zmieniają klasę, w której uczą, czyli np. w jedym roku uczą klasę drugą, a  w następnym szóstą. Jedynie nauczyciele przedszkola przyszkolnego i zerówki najczęściej pozostają ‚na swoim stanowisku). W Polsce w starszych klasach trzeba dostosować plan do nauczycieli przedmiotowych, jednak niewątpliwie byłoby to prostsze, gdyby jeden nauczyciel miał uczyć cztery różne klasy niż gdy ma ich dwanaście.
Usuwałoby to też lub w znacznym stopniu redukowało konieczność okienek czy nieregularnego rozkładu lekcji w zależności od dnia.

4. Relacje

Niewielkie szkoły stwarzają dużo więcej okazji do tego, by poznali się nawzajem również rodzice. A wtedy już prost(sz)a droga do tego, by zorganizować coś wspólnie. Wycieczkę, wyprzedaż książek, zawody międzyszkolne, wyjazd integracyjny. I to nie tylko dla danego rocznika.
Jeśli rodzice mają okazję się poznać i zaprzyjaźnić(a jednakowa godzina odprowadzania i odbierania temu sprzyja), to wpływa to również integrująco na dzieci. Mniejsza anonimowość nie tylko zbliża, ale też wpływa na …

5. Bezpieczeństwo

Tego punktu nie muszę chyba nawet rozwijać. W mniejszej liczebnie szkole łatwiej jest namierzyć coś niepożądanego, gdyż po korytarzach nie przetacza się nieogarniona masa. Łatwiej jest monitorować szkolne otoczenie i chronić tych najsłabszych, nieśmiałych, wycofanych. Nie zgadzam się z wieloma argumentami ‚ratujących sześciolatki’, ale myślę, że część ich obaw bierze się stąd, że wątpią iż ich maluchy będą bezpieczne w tłumie. I doskonale ich rozumiem!

sxhool junior

6. Zajęcia dodatkowe

Są one nie tylko alternatywą dla świetlic. Na zajęciach dodatkowych łatwiej jest dostrzec talent lub wesprzeć dziecko nieśmiałe, czy gorzej radzące sobie z nauką. Lekcje fletu czy skrzypiec nie mają na celu zrobienie z dzieci wirtuozów, ale są sposobem na wyrabianie w nich takich nawyków jak systematyczność czy wytrwałość. Kącik ogrodnika, klub szachowy czy chór … jak wielka może być rozmaitość pozalekcyjych klubów w szkole-molochu? Co robić, gdy zgłosi się zbyt dużo chętnych (o co nietrudno w wielkich, kilkutysięcznych szkołach)?

lekcja skrzypiec

7. Lokalna społeczność

Nie mogę spokojnie czytać ukazujących się w polskiej prasie raz po raz artykułów bijących na alarm, że na nowowybudowanych osiedlach nie ma szkół czy że zamykane są wiejskie szkoły. Dlaczego tak trudno zrozumieć, że mnogość niewielkich lokalnych szkół może być nie tylko odpowiedzią na potrzeby poszczególnych rodzin, ułatwiać wielu matkom powrót do pracy czy zaoszczędzić dzieciom długich dojazdów, ale też integrować społeczności osiedli, wsi czy miasteczek. Wydaje mi się to niewiarygodne, że ta podstawowa potrzeba, jaką jest dostęp do nauki, jest zaspokajana w tak siermiężny i nieadekwatny sposób.

Back Camera



8. Miejsca pracy

Na końcu, choć nie umniejszając wagi tego argumentu, utrzymanie dotychczasowych szkół to nie tylko miejsca pracy dla obecnych nauczycieli. Budowa nowych szkół to napędzanie całej gospodarki (budownictwo, przemysł meblowy, papierniczy czy usługi cateringowe)

To tylko parę argumentów. Listę na pewno da się wydłużyć. I mimo, że angielskiemu  szkolnictwu daleko do ideału – dlaczego nie czerpać przykładów z tego, co się sprawdza i co przynosi pozytywne rezultaty?
Małe szkoły to nie tylko zachcianka nowej pani minister.
To nieodzowna inwestycja w  przyszłość kraju.

Z życzeniami spełnienia marzeń, pani Joanno,

Magda Dynos

Reklamy

4 comments

  1. Witam. Jestem prezesem Stowarzyszenia Edukacji i Rozwoju Wsi Klonowo „KLON”. Od 13 lat prowadzimy małą wiejską nieodpłatna szkołę. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że to możliwe i bardzo satysfakcjonujące. Proponuję zajrzeć na naszego Facebooka: Szkoła Podstawowa w Klonowie.
    Szkoła jest kameralna, rodzice codziennie mają kontakt z nami, nauczycielami. Atmosfera jest cudowna. Chętnie służę radą i dobrym słowem tym, którzy stoją przed dylematem zamknięcia szkoły, czy założenia stowarzyszenia. Zapraszam do Klonowa aby upewnić się, można poprowadzić małą szkołę na miarę europejskich standardów. Pozdrawiam i życzę spełnienia marzeń.
    Honorata Szanecka

    • Pani Honorato,
      Bardzo dziękuję za komentarz. Przepraszam, że odpowiadam … niemalże po latach :)
      Cieszę się, że są w Polsce takie inicjatywy, ale niestety nie jest to jeszcze norma, ani nawet większość.
      Mam nadzieję, że takie inicjatywy, jak Szkoła w Klonowie, będą przykładem dla innych i będą zaraźliwe.
      Niestety dużo zależy od odgórnych regulacji.
      Co mają powiedzieć rodzice wielkomiejskich blokowisk, których infrastruktura przewiduje miejsce jedynie na kilkuzmianowy ‚kombinat’?
      To mnie najbardziej martwi, że w Polsce zmiany ograniczają się do zmiany programu, a nie całego systemu, choć zdaję sobie sprawę, że finanse odgrywają tu niezmierną rolę – a w Wielkiej Brytanii nakłady na edukację są spore.
      Pozdrawiam.

  2. Pani Aniu, dziękuję za komentarz. Niestety praca nauczyciela jest – jak Pani zapewne wie – dość pochłaniająca czasowo i niestety z regularnością wpisów jestem na bakier :)
    Wiem, że w Polsce trend jest odwrotny i te molochy, szczególnie na wielkich blokowiskach mnie przerażają (i przyznam, że ten aspect emigracji – możliwość uczęszczania moich dzieci do takich właśnie małych szkół – jest dla mnie jednym z ważniejszych).
    Dziękuję za zasugerowanie tematu. Postaram się – bez żadnych deklaracji czasowych :))) napisać coś na ten temat.
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. Pani Magdo, kiedy będą kolejne wpisy? Naprawdę z zaciekawieniem przeczytałam Pani blogowe wpisy. Też jestem nauczycielką i interesuje mnie jak wygląda nauczanie w innych krajach. Przy okazji poznaję terminologię dotyczącą angielskiego szkolnictwa. … A małe szkoły też mi się marzą. Póki co, trend w Polsce jest odwrotny – zamykane są małe szkoły, bo ich utrzymanie jest nieopłacalne. Co do kolejnego wpisu – chętnie poczytam jaki stosunek do szkoły mają angielscy uczniowie, czy chętnie chodzą na zajęcia dodatkowe, kiedy one się odbywają i czy są obowiązkowe (tzn. czy jest obowiązek wybrania jakiegokolwiek), kto prowadzi te zajęcia? nauczyciele czy osoby zatrudnione dodatkowo; jak do swojej pracy podchodzą angielscy nauczyciele? Pozdrawiam, Ania

Nakarm blog komentarzem :)

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s